[2009.08.12] K***a...
A więc siedziałem tej nocy na tarasie, za towarzyszy mając niezidentyfikowany gatunek kaktusa, wciąż bezimienny, i Marię, niedopieszczonego dachowca oraz – zdaje się – jedynego przedstawiciela ziem portugalskich, z którym jak do tej pory dogaduje się bezproblemowo. I nie mowa tu o barierach języka. Co więcej, Maria (czytaj: marija) nie ulega poczciwej modzie na okazywanie znajomości kultury i obyczajów ziem polskich poprzez: o, a z polskiego ja znam „k***a” i „na zdrowie”.
Wniosek: konieczna zdaje się być staranna selekcja emigrantów, w tym pracowników sezonowych i stypendystów. Przeciętny Portugalczyk myśli, że Polska leży nieco poniżej Niemczech; pan w banku nie jest pewny, czy weszła do Unii. Każdy jednak wie, jak się na ziemi Lecha klnie i pije.
Skąd te spostrzeżenia? Otóż ruszyłem przedwczoraj, w towarzystwie dwóch sympatycznych obywatelek Wysp Kanaryjskich, do Bairro Alto, dzielnicy knajp. Wyprawa długa nie była, bo mieszkam po drugiej stronie rynku, jednakże zakładała wspinaczkę ulicami nachylonymi pod kątem około 30 stopni, i to w temperaturze nieco niższej niż około 30 stopni. To, co ujrzałem na miejscu, poruszyło mnie dogłębnie. Ulica szerokości Brackiej, tylko znacznie dłuższa i brudniejsza, wypełniona ludźmi, całą masą, ich portugalskim piwem i zdecydowanie nieportugalskim pochodzeniem. Czyli w większości imigranci, studenci wymian i turyści. A w środku knajp - pustka aż do pojawienia się Brazylijczyków z gitarami. W oczekiwaniu na klasyczne samby - rozmowy, w moim przypadku głównie z tubylcami. I spostrzeżenia, owoce poczciwej chęci wykazania znajomości Orientu, który my nazywamy ojczyzną.
***
Siedziałem na tarasie i przelewałem niniejsze treści na niepokalane łono białej wordowskiej kartki. Kończę jednak dopiero teraz, ukrywszy się przed 35 stopniami, podobnie jak wszyscy niemalże tubylcy, pozamykani w domach lub klimatyzowanych biurach. Na ulicach – turyści. Wszędzie turyści. Hiszpanie, Francuzi, Włosi, Amerykanie… Stosunkowo niewielu Azjatów i Niemców. I, zdaje się, żadnego Polaka.
W każdym razie żadnego „k***a” i „na zdrowie”. Za to dużo „puta madre” i „salut”.



Komentarze
Jak będziesz w trudnej chwili, i nie będziesz dawał rady to Powiedz sobie Magiczna Sentencje K***a i do Przodu, przy tym strzel sobie dwie setki i żwawo ruszaj na podbój miasta :D
Skończy się sezon, zobaczysz czy lepiej z- czy bez turystów ;)
Ja tam myślę, że gdybyś wybrał drugą opcję mieszkaniową, wróciłbyś odmieniony znacznie bardziej. ;)
O ile byś chciał wracać... :D
tygiel jest dobry na zime:P
tobie temperatury ziomowe raczej nie dane beda
Na pewno wrócę odmieniony, Pawełku... Po sześciu miesiącach w tym kulturalnym (i atmosferycznym!) tyglu, stać w miejscu byłoby straszną stratą. Kraków również mnie zmienił i mam takie moje małe i względne wrażenie, że na dobre mi to wyszło.
Grunt to być dynamicznym oposem, prawda?
Pomijaj ac Niemcy i Wielką (doprawdy?)Brytanie Polska kojarzy się obcokrajowcom dobrze. Jan Paweł 2, S. Lem,Wałęsa i Solidarność... A,ze emigrantom zależy na tych 2 pierwszych krajach, ich zdanie jest najbardziej rozpowszechnione. Tych państw oczywiście. (moje słowa są wielkim uogólnieniem, ale taka genezę wysnuwam).
dasz rade..
ale cos mi sie wydaje ze wrocisz z deka odmieniony:D
Dzielę się innymi zwrotami, na przykład "cwaniak" czy "podkówka"... A dziś upowszechniam Jacka Kaczmarskiego.
Wczoraj spotkałem chłopaka, który o Solidarności i Lechu Wałęsie wiedział chyba więcej niż ja... Portugalczyk? Hiszpan? Niemiec?
Imigrant z Senegalu, sprzedający na ulicy bransoletki z muszelką po trzy euro. Stałem jak wryty.
Nie cierpię, nie cierpię. Dziwię się tylko... Cóż, wiele rzeczy mnie dziwi.
A Ty to rzeczone "k***a" i "na zdrowie" wypowiadasz? Może ktoś inny tak jak Ty cierpi, bo szuka krajana, a nie słyszy owych zwrotów?