Capoeira UNICAR Kraków na Facebooku

[2009.08.24] 40 godzin

Czas przerwać oposie milczenie… Do czynu!

A czynów ostatnio nie brakowało, jako że niezwykle czynnie poszukiwałem pracy. A wszystko okazało się albo nieczynne w czasie wakacji, albo przyczyniło się do mojej frustracji jako bezczynnego cudzoziemca budzącego się o 13:00 aby przeczekać upał, zjeść, ruszyć z teczką cefałek, powrócić i wypić piwo na mieście. Kto zna mnie choć trochę domyśla się, jak wielkim było to dla mnie koszmarem. Ubywało mi nie tylko funduszy, ale i energii, bo jak tu cieszyć się z czasu wolnego, jeśli nie ma się zajętej ani chwili?

Ruszyłem więc na podbój rynku pracy, zmarnowałem podeszwy w codziennych spieszeniach i wkraczałem słoneczny, siebiepewny i rad, aby usłyszeć, że wolnych miejsc brak, doświadczenia brak, szefa brak. Trzydzieści kopii CV rozeszło się w dwa lub trzy dni.

I nic.

Napotkawszy Polkę w pobliskiej piwiarni, powoływałem się na solidarność na obczyźnie. Zacząłem ogłaszać się w lokalnych ogłoszeniach drobnych jako doświadczony nauczyciel portugalskiego, native speaker polskiego i tłumacz. Desperacja poniosła mnie do FNAC, czyli tutejszego EMPiKu, gdzie, niestety, nie doceniono mojego niebywałego doświadczenia z białego pałacyku na krakowskim Rynku. Czy mogłem posunąć się dalej?

Mogłem, oj, mogłem.

I tak oto siedziałem i wybierałem zdjęcia, aby załączyć je do aplikacji na stanowisko „Kubuś Puchatek / Spiderman” na festynach dziecięcych.

Los zlitował się jednak nade mną i nie dostałem tej pracy.

Znalazłem jednak zatrudnienie w restauracji Dona Pepa, specjalizującej się w kuchni iberyjskiej i mającej swą siedzibę w słynnym lizbońskim Coliseu. Brzmi pięknie, prawda? Czas pryska jednak, gdy dowiesz się, że „pepa” ma związek z peep show, które znajdowało się do niedawna w tym samym miejscu. Gdy widzisz wtórne wykorzystanie niektórych produktów. Gdy jesteś jednym z trzech kelnerów pośród kilkudziesięciu stołów i, co więcej, oprócz Brazylijki Rose pracujesz jeszcze z Franciskiem.

Francis, znaczy się.

Biologiczny mężczyzna, lat 40, biały, włosy ciemne, grzywka, laserowo usunięty zarost na policzkach, lekki brzuszek, obcisła koszulka moro sięgająca pępka i spodnie utrzymujące się magicznym sposobem w połowie pośladka. Rączka zgięta, dłoń luźno. Głos nosowy, mowa przesycona „ach”, „o” i zdrobnieniami.

Tak więc Guilherme został [Gigiii], Rose – [Roziii]… A za moją kolejną już reakcję na [Gabiii], a była ona radykalna i w okolicznościach brudnych talerzy, obraził się strasznie.

Nie powiem, warunki zatrudnienia niezłe – wypłata plus napiwki i codzienny obiad w kuchni. Praca męcząca, lecz łatwa. Knajpa za rogiem.

...

Za innym rogiem mam też Hard Rock Café i powróciwszy już z trzeciej rozmowy kwalifikacyjnej – rekrutacja wieloetapowa, jakie to amerykańskie, prawda? – czekam na telefon.

Mam czekać 40 godzin. Niech żyją hamerykańskie procedury.

Czas start.

Komentarze

Sariguê [2009.09.01 15:35][2009.09.01 15:35]

Nie, najwidoczniej mam za mało kolczyków i tatuaży na Hard Rock... Pozostałem więc w moim peep show.

Calvo [2009.09.01 10:41][2009.09.01 10:41]

I jak te hamerykańskie procedury?

Ciągną się dalej?

Zaloguj się, aby móc dodawać komentarze.