[2010.08.23] Unicaj Katar, odc.2
Witam w kolejnym odcinku blognoweli pt. „Unikaj Katar”, czyli capoeira w saunie.
Dziś podzielę się z wami opowieścią o naszych perypetiach treningowych. Poczujcie ten klimat :)
Na początku miesiąca na niebie zaświeciło słońce, jakby się to w kraju rzekło. Tu powiedzmy, że zaświtała nam w sercach nadzieja. Spotkaliśmy się z Coquinho wieczorem przy promenadzie zwanej Cornish. Skojarzenia z korniszonem są jak najbardziej trafione – jest to długi, biegnący po łuku wzdłuż wybrzeża i dwupasmówki sztucznie nawadniany pas zieleni, na którą składa się trawa i palmy. Trawa przypomina fakturą włochatą wycieraczkę, ale świetnie amortyzuje upadki i nie jest śliska. Palmy przypominają palmy, cokolwiek zasuszone.
Zanim jeszcze zaczęliśmy, podszedł do nas czarny koleś w średnim wieku i zagadał. Był to Brazylijczyk – usłyszał muzykę i rozpoznał, że jesteśmy capoeristas! Okazało się, że jest tu niewielka społeczność brazylijska, głównie fizjoterapeuci, masażyści i osoby zajmujące się piłkarzami. Bo w Katarze jest liga piłkarska, gdzie co poniektórzy starsi piłkarze dorabiają sobie przed emeryturą.
Wymieniliśmy się telefonami i poradził nam, by wywiesić we wrześniu ogłoszenie o treningach przy ambasadzie Brazylii.
Zrobiliśmy sobie potem 3-osobową roda. Była bardziej wyczerpująca niż jakikolwiek 5-osobowy pokaz. Jedno z nas musiało grać na beri i śpiewać, para w „środku” jogowała w temperaturze 35ºC i wilgotności rzędu 50%, co w przybliżeniu oznacza łazienkę po półgodzinnym gorącym prysznicu. Ale mimo stanu przedzawałowego cieszyłam się jak na najwspanialszej roda w Krakowie...
Dwa dni później zaczął się Holy Month Ramadan. Dla mnie bomba, bo zelżał ruch uliczny i pracuję krócej, ale dla Coquinho oznacza całodniową głodówkę i abstynencję od wszelkich napojów. Czyli nic nie je i nic nie pije, a wieczorem obżera się ile może. Poskutkowało to tym, że się rozchorował i chwilowo straciliśmy towarzysza treningów.
Nie poddaliśmy się i obraliśmy za cel tutejszy park. Wyjaśnię: na ziemi masz tu albo asfalt, albo kostkę betonową, albo kamienie, dlatego do ćwiczeń trzeba znaleźć trawnik. Trawniki są na rondach, na Cornishu i w parkach. Ronda, mimo kuszącego kształtu, nie nastrajają do ćwiczeń. Cornish jest w stolicy, więc postanowiliśmy wykorzystać miejscowy park.
Jak wszystkie inne jest ogrodzony, strzeżony i dostępny tylko dla rodzin. Tak moi drodzy, oczy wam nie kłamią, samotni mężczyźni są grzecznie, aczkolwiek stanowczo wypraszani z enklawy zieleni. Ekshibicjonisty tu nie uświadczysz.
Po zachodzie słońca uderzyliśmy do parku. A tu pocałowaliśmy klamkę - zamknięta brama. No dobrze, może sprzątają, podlewają, nawożą.
Skoczyliśmy na siłkę i następnego dnia podejście nr 2.
Zamknięte. Tym razem nie daliśmy za wygraną i postanowiliśmy wyeksploatować kawałek trawnika przy ogrodzeniu. Poćwiczyliśmy sobie, póki nie przegonił nas ...smród. I to nie były niczyje bąki. Nie mam pojęcia dlaczego, ale z minuty na minutę zwiększał się odór, aż zrobiło się nam niedobrze i się zebraliśmy z powrotem.
Ogłaszam konkurs: co tam tak okrutnie wali?
Dla osoby, która udzieli prawidłowej odpowiedzi (będziemy próbować dociec prawdy), przywieziemy zielony groszek. Ci, którzy spróbowali go na naszej imprezie pożegnalnej, mogą poświadczyć, że dostarcza wyjątkowych przeżyć zmysłowych.
Odjeżdżając brama była już otwarta... Ponieważ właśnie skończyło się atoniczne wycie muezzina (axe robił słabe) wywnioskowaliśmy, że zamykają do ostatniej wieczornej modlitwy. Widocznie w chwili tej zawierają bramy, by w momencie, gdy strażnik bije pokłony, przypadkiem nie dostał się tam jakiś samotny mężczyzna. Choć moja teoria ma dziurę – strażnicy niekoniecznie są muzułmanami.
Kilka dni później kolejna próba. Jesteśmy po ósmej, brama otwarta, ruszamy...a tu wyskakuje hinduski Ceber i rzecze „today only for lidis”. Konsternacja, co autor miał na myśli? Jidysz? Wreszcie mózg mi zapracował i „only for ladies?” - pytam. „Yes, today only for lidis”. Poczułam się, jakby ktoś mnie do „Misia” teleportował...
Zebraliśmy się z powrotem. Z okolic naszego trawniczka dobiegała zastanawiająca, znajoma woń...
Dzisiaj ruszamy po raz kolejny. Jesteśmy zdesperowani.
(tu najazd kamery na nasze zdeterminowane oblicza, wyświetla się „cdn.”)



Komentarze
Ciekawe, u nas walczy się o każdy kawałek piasku a tam o każdy kawałek trawy. Powodzenia w zdobywaniu tych rajskich ogrodów!