Capoeira UNICAR Kraków na Facebooku

[2010.12.02] Unicaj Katar, odc.5

Jako, że pisać mogę o czym tylko zechcę, to zrelacjonuję tym razem towarzyski mecz Brazylia-Argentyna, który miał miejsce 17 listopada.

::2 h przed spotkaniem::

Podchodzimy pod stadion, spore tłumy, słychać brazylijską muzykę, jakaś scena., a tam tancerki samby! Po raz pierwszy coś się tutaj dzieje, jakaś prawdziwa impreza, a nie imieniny ciotki Klotki! Porywa mnie entuzjazm, przepycham się bliżej, żeby lepiej widzieć, ale coś mi się tam nie zgadza... Tancerki, pod standardowym uniformem składającym się z kolorowej spódnicy i stanika z cekinami, mają na sobie coś w rodzaju cielistego obcisłego dresu. Za to panowie (konkretnie dwie sztuki) w koszulach z rozcięciem do pasa odważnie pokazują ciało i w dodatku kręcą tyłeczkami lepiej niż panie. Samba na opak, Brazole by się uśmiali.

::1,5 h przed spotkaniem::

Zaglądamy kolejno do namiotów w których ma być brazylijskie i argentyńskie jedzenie. W obydwóch jest dokładnie to samo: Marsy, M&Msy, kanapki i Cola.

::1 h przed spotkaniem::

Emocje rosną, kierujemy się do wejścia na nasz sektor. Po drodze namiętnie fotografuję Katarów w piżamkach i flagach. Po raz pierwszy widzę jakąś odmianę w tubylczej modzie.

::0,5 h przed spotkaniem::

Siedzimy już na naszych miejscach, w rzędzie poniżej mamy parę najbardziej oddanych kibiców – jeden z flagą Brazylii, drugi Argentyny, na oko Hindusi. Jeszcze mecz się nie zaczął, a oni podskakują, wznoszą okrzyki i emanują radością.

::godzina 0:00::

Zaczęło się! Hymn jeden, drugi, a potem już tylko bieganie za piłką.

:: 1-45 minuta spotkania, wynik 0:0

Pozwolę sobie wyprzedzić na moment chronologię. Jeśli chodzi o aspekt sportowy, był to najnudniejszy mecz, jaki kiedykolwiek widziałam. Osoby znające i interesujące się piłką nożną wyraziły tą samą opinię, tylko w mniej oględnych słowach. Za to aspekt niesportowy - jedyny w swoim rodzaju, dlatego na nim się właśnie skupię.

Z braku akcji na stadionie trybuny zabawiają się w meksykańską falę. Największą moc mają oczywiście najtańsze sektory, loża honorowa nie wymiana. Pewnie dlatego, że siedzi na niej Zidane i myśli o swojej matce.

3 rzędy poniżej tatuś kupuje swojemu kilkuletniemu synkowi szalik Brazylii. Dziecko macha nim od czasu do czasu i ku mojemu zdumieniu widnieje na nim napis BARAZIL. Przez resztę meczu będę nieskutecznie polować z aparatem na szalik w pełnej krasie.

Ulubiona para kibiców wznosi zgodne radosne okrzyki, niezależnie kto jest aktualnie przy piłce. To się nazywa prawdziwa miłość do sportu: porozumienie ponad podziałami.

:: 45-90 minuta spotkania , wynik 0:0

W pewnym momencie z wejścia wbiega sprintem jakiś koleś na arenę. Nikt nie reaguje i pan sobie spokojnie wskakuje na boisko. Piłkarze stają skonsternowani, bo biega szybciej niż oni, patrzą, ochrona budzi się wreszcie z letargu i puszcza się w pościg. W tym czasie bohater wieczoru robi szybką rundkę wokół boiska i przybija bramkarzowi piątkę. Dopadają go dopiero po pełnym okrążeniu, obalają i nie bardzo wiedzą, co dalej. Publiczność w ekstazie, wreszcie coś się dzieje! Wyprowadzili go na zewnątrz i nie wiemy, co się z nim stało. Jeśli ma plecy, to nic, a jeśli nie, to spędzi lata w więzieniu. Katar kandyduje do organizacji Mistrzostw Świata 2022, a taki incydent może wpłynąć negatywnie na ich wizerunek.

::87 minuta spotkania, wynik 0:0

Ludzie zaczynają wychodzić.

::90 minuta spotkania, gol!

Sędzi dodał na koniec jedną czy dwie minuty. I w tej ostatniej padł strzał! Dla Argentyny. Publika szaleje z radości, to jak niezapowiedziana premia.

Dzieciak trzy rzędy poniżej niezrażony oddaje tatusiowi szalik Brazylii, bierze od niego szalik Argentyny i zaczyna nim wymachiwać. A to koniunkturalista, fuj.

Moi ulubieni kibice nieprzytomni z radości. Zarówno fan A., jak i B.

:: 10 minut po zakończeniu meczu::

Znajomi, którzy wyszli wcześniej, rzucają niecenzuralne wypowiedzi pod adresem obydwu drużyn.

Zainteresowanych odsyłam do moich fotek na facebooku.

Był to pierwszy mecz piłki nożnej, na jakim byłam i zapewnie ostatni. Capo żądzi, dlatego pozwolę sobie wrócić do naszego ulubionego tematu.

Dzieci się pojawiły na piątkowym treningu na trawce! I to nawet w większej ilości. Nie mam na myśli zbakania oczywiście. Tym razem wchodziły do roda, a nawet pokazywały, co ćwiczyły same w domu. Jedne mostki, inne au, a tunezyjskie szkraby coś na podobieństwo jogo. Koparka mi opadła, bo nawet składnie im to w parach wychodziło. Piosenki też zapamiętały, wymarzony materiał na capoeristas. Szkoda tylko, że nie ma jak ćwiczyć z nimi regularnie, bo nasze treningi mają charakter pół-spontanów.

Mamy w końcu zadaszoną miejscówkę – wieczory zrobiły się chłodniejsze i nie bardzo można ćwiczyć wtedy na wolnym powietrzu, tylko za dnia. Jest to siłka w budynku mieszkaniowym, która z racji, tego, iż nie była uczęszczana przez mieszkańców (bo nie bardzo wymiata), została nam udostępniona i możemy dostosować ją do naszych potrzeb. Coquinho znalazł materiał na podłogę, tylko poprzestawiać urządzenia i będzie bardzo sympatycznie. W sam raz na kilkuosobowe treningi.

Już tylko 2,5 tyg i lecę, a Sławek 3 dni po mnie. Mam nadzieję, że załapiemy się na wtorkowy trening przed świętami. Pewnie opadnie mi kopara, jak wymiatacie :) Więc do zobaczenia!

 

Komentarze

Brak komentarzy.

Zaloguj się, aby móc dodawać komentarze.