[2011.02.20] Unicaj Katar, S02, odc.1
20 luty 2011
I znów na pustyni. Niestety nie miałam okazji zawitać na żadnym treningu krakowskiej grupy podczas 4-tygodniowego pobytu w Polsce:
-
bo najpierw poodwoływali nam loty z Frankfurtu do Katosów i możemy mówić o dużym szczęściu, że w ogóle dotarliśmy przed Świętami do domu
-
bo w ogóle nie było treningów na Bernardyńskiej (ani dzień przed Wigilią, ani w przerwie między Świętami, a Sylwestrem, ani w pierwsze półtora tygodnia nowego roku) – gorzej niż w Katarze!!!
- bo dopadły mnie podstępne polskie wirusy i zwaliły dosłownie z nóg (dwukrotnie)
Honor uratowały Niepołomice i Bochnia. Cześć Wam i chwała! Macie moją dozgonną wdzięczność.
W Katarze niestety lepsza tylko pogoda. Treningi są tylko w soboty (Coquinho nie może ostatnio inaczej), co mnie automatycznie wyklucza, jako że wtedy pracuję. Została mi śmierdząca siłka i park w piątki – wynieśliśmy się ze Sławkiem z Cornishu.
Nowe miejsce, zwane Aspire Park, stało się dla nas kolejnym źródłem absurdalnych sytuacji w naszym biegu po kondycję.
Znaleźliśmy sobie tam fajną miejscówkę przy trawiastym boisku do piłki nożnej, zwanym na planie „public field”. Nazwa wskazuje na miejsce użyteczności publicznej, dostępne dla wszystkich, np. dzieciaków, które by chciały sobie zagrać mecza, capoeristów chcących skorzystać z kawałka trawnika i ławeczki przy boisku do siłówki i naciągu. Jednak nieuchronne fatum w osobie pana strażnika wygoniło nas bezlitośnie, twierdząc, że nikomu nie wolno tam ćwiczyć. Kiedyś było to dozwolone, ale zbudowali skałki do wspinaczki, ogrodzili je metalowym płotem, bramkę zamknęli na kłódkę i zakazali wstępu na boiska publiczne, a jest ich kilka. Nie wierzycie w ten absurd - zapraszam na Facebook do swojej galerii zdjęć. Powstało nowe miejsce pracy – pan strażnik pilnujący, żeby nikt nie skorzystał z niczego. Patrzenie dozwolone – z daleka.
W następny piątek ulokowaliśmy się przy innym „public field”, tym razem schowawszy się przezornie po drugiej stronie wału za bramką. Zależy nam na wale, bo może służyć jako górka do biegania. Pan strażnik (inny oczywiście, bo tu każde miejsce pracy jest zwielokrotnione w stosunku do tego, co nam się wydaje wystarczające) siedział sobie przy boisku i czytał książkę. Ćwiczyliśmy sobie poza zasięgiem jego wzroku i naspidowalismy swoim widokiem dwuletniego brzdąca, który dostawszy radosnego amoku i turbodoładowania, wystrzelił jak z procy w obłędny sprint...oczywiście na piękną, zieloną murawę. Strażnik jest jednak czujny, a książka to pewnie dla zmyły, bo poderwał się rączo ze swojego krzesełka i wzniósł groźne okrzyki w stronę rodziców niesfornego malucha. Struchleliśmy na myśl, że może za moment wyciągnie broń i ustrzeli przyszłego króla futbolu niczym królika na polu. Tatuś zdołał dogonić chłopczyka, zmienił wektor jego biegu i dzieciak sam wybiegł z piłkarskiej murawy, cały czas utrzymując tempo godne sprintera.
Możemy być dumni z polskiego rządowego programu budowy boisk przyszkolnych Orliki. Nie tylko istnieją, ale i wolno na nich grać.



Komentarze
Halo, a może byś coś jeszcze napisała? Jakiegoś ostatniego egzotycznego niusa przed powrotem! Czekam! :)